Hmm...
To zrobilo sie troche zabawne. Przez to ja zastanawiam sie nad innym aspektem naszej znajomosci. Ale teraz jestem kompletnie zdezorientowana, bo nie wiem, czego moge oczekiwac
Miłość- piękne słowo. I wielu chciałoby ją czuć od drugiej osoby.
Na odkochanie się potrzeba czasu. Samo z siebie nie przyjdzie, jesli człowiek kocha ta druga osobe. A o prawdziwym uczuciu mówimy tu, czyż nie?
Po rozstaniu przychodzi czas takiej pustki, wewnetrznej dziury. Wydaje sie wtedy, ze nikt Cie nie lubi, ze nikt nie ma czasu dla Ciebie, ze wszyscy sie odwrocili. To trwa jakiś miesiac, moze dłużej, kiedy nic Cie nie cieszy już, nic nie bawi, wszedzie widzisz i slyszysz ta ukochana osobe, wszystko Ci sie z nia kojarzy. Lecz własnie wtedy trzeba pozwolić dojść do głosu swoim przyjaciołom. Każdy ich ma. Trzeba otworzyć sie na innych ludzi. Wyjsc do nich, chociażby nawet tylko po to, zeby ktos podał Ci ponownie chusteczke do wytarcia nosa.
Potem już jest tylko łatwiej. Czas odkochiwania to długi proces. Dla każdego indywidualny, w zależności od relacji z była osoba, od długości spędzonego z nią czasu. Własnie wtedy wydaje nam sie, ze juz nic nas w zyciu nie spotka miłego, ze nasze zycie sie skonczylo i nie bedzie nikogo wiecej. Ale to jest bardzo mylące! Trzeba zająć sie soba, poswiecic czas dla własnego JA, rozwinąc swoje pasje, lub odkryc w sobie nowe. Jak to mowia: czas leczy rany. I to jest prawda. Zawsze leczy. I chociaz myslimy, ze nie to po kazdej burzy zawsze wychodzi słońce
Pomogła: 7 razy Wiek: 18 Dołączyła: 09 Maj 2006 Posty: 1797 Skąd: Ząbki
Wysłany: 2010-07-29, 20:46
Droga Madziu, chyba nie całkiem mogę się z tobą zgodzić, choć pięknie to ujęłaś.
Po pierwsze, jeśli ktoś był hm... w związku i trwało to jakiś czas a potem ktoś (w sensie jedna osoba) zrezygnował z tego związku to raczej nie było tam miłości, albo nie można mówić o "odkochaniu" bo to, moim zdaniem, kompletna bzdura.
Niestety. Jeśli się kocha i jest się szczęśliwym w tej miłości to ona jest wieczna. A jeśli nie jest to znaczy że nie jest miłością. Bo z miłości nie da się wyleczyć (jeśli jest prawdziwa).
Niestety miałam tę nieprzyjemność obserwować związek mojej kumpeli z liceum.
Poznała go w kwietniu. Nie mam pojęcia jak, nigdy nie chciała mi zdradzić, ale to chyba nie istotne. Ona mieszka pod Warszawą, on w Łodzi. Spotkali się raz. Tylko raz. I o raz za dużo. Było to piękne spotkanie, jakby się znali od lat. Pogoda była piękna, wiosenna, kawa pyszna. Nigdy wcześniej nie widziałam jej szczęśliwszej, jak po tamtej niedzieli. Jednak już we wtorek przyszła do szkoły strasznie smutna i przybita. Powiedział jej że to wszystko za szybko się działo, że nie tak to miało być, nie tak to sobie wyobrażał. Strasznie przeżyła tą poniedziałkową rozmowę. Jednak do końca tygodnia zdążyła się z tego wygrzebać. Rozmawiała z nim codziennie i umówili się na za tydzień (2 tyg od pierwszego spotkania), ale tym razem to ona miała jechać do Łodzi. Nie wypaliło. On powiedział że nie jest gotów jeszcze na rozmowę twarzą w twarz. Rozmawiali codziennie ale on wciąż nie chciał bezpośredniej rozmowy. W międzyczasie ona napisała matury, zdała egzaminy ustne (na szczęście pozytywnie). A on wciąż się wykręcał. W końcu usłyszała że nie może jej dać tego czego ona od niego oczekuje. Że ta niedziela nie powinna się zdarzyć. I w końcu zerwał kontakt.
Oooo, żebyście wiedzieli ile łez przez niego wylała. Nigdy nie spotkałam go osobiście, ale gdyby do tego doszło nie wyszedłby z tego żywy. Nie sądzę żeby to była miłość, bo za krótki okres razem przeżyli. Ale ona wciąż twierdzi że gdyby dzięki temu byli razem byłaby gotowa przeprowadzić się do tej nieszczęsnej Łodzi, że był jedynym mężczyzną z którym byłaby w stanie... Tak... choć minęły już ponad 2 miesiące ona wciąż twierdzi że nie będzie innego, że już nigdy nie pokocha tak mocno...
P.S.
Wiem, piszę zawile, ale czy ktoś powiedział że to jest proste?
_________________ Trzeba żyć a, nie tyko istnieć!
Inne -> Harcerstwo-Zapraszam
Ostatnio zmieniony przez Hobbit Kasandra 2010-07-29, 20:48, w całości zmieniany 1 raz
Kasandro , znam przypadki z obu Twoich akapitów mogłabym określić, że mowimy tu o dwóch długościach związku, relacji miedzy osobami. Długim i krotkim.
Długi. Poznali się na poczatku studiów, lecz nie przypadli sobie od razu do gustu. Przypadek musiał sprawic, ze stali sie przyjaciółmi, a po mniej wiecej roku podjeli decyzje o tym, ze chca byc dalej razem. Zaczeli snuc plany na przyszłosc. Niestety miedzyczasie w ich zwiazek zaczeli wtracac sie ludzie z zewnatrz. Sytuacja stawała sie momentami bardzo mocna, gdyz jedno i drugie musiało bronic sie przed atakiem, co niszylo ich wzajemnie i momentami stawiało przeciwko sobie. Ona byla w stanie zrobic dla niego wszystko, przetrzymac, zeby tylko byli wciaz razem. On z poczatku nie widzial swiata poza nia, z czasem jednak coraz bardziej irytowało go wszystko wokoł. Pewnego dnia przyszedl i powiedzial, ze juz go nic nie cieszy, ze stracił zapał, ze potrzebuje oddechu... Ona przeplakała noce, czasem dni, wyczekiwała na niego i rozgladała sie za nim. Jej swiat sie skonczyl wraz z nim. Był dla niej wszystkim. Tak przynajmniej myslala. Lecz minal jeden miesiac, potem drugi i kolejne, gdzie odkrywała powoli, ze moze zrobic wszystko sama, ze daje rade, ze ma przyjaciół i ze bez niego moze byc szczesliwa. W jej sercu została jego czastka. I choc minal czas długi juz, ona wciaz gdy go widzi zaciska rece, choc czasem w tych dłoniach trzyma dłonie innego....
Krótki. Poznali sie przez przypadek. Jak to w dzisiejszym swiecie, przez internet. On napisal, ona odpisala i tak przez kilkanascie dni. Rozmowy miedzy nimi byly coraz intensywniejsze, a ona czuła, ze znalazla wspaniałego człowieka, ktory podziela jej pasje. Po dwoch tygodniach znajomosci, on przyjechal do niej i spedzil z nia kilka dni. Byla szczesliwa, bo spotkanie na zywo ich nie rozczarowało, wrecz przeciwnie. Po tygodniu od jego przyjazdu, ona wsiadła w pociag i pojechala na caly dzien do niego. Pozniej znow on przyjechala, a ona czula, ze z tego naprawde moze cos byc. Wciaz rozmawiali ze soba godzinami, pisali mnostwo wiadomosci, dzielili sie wszystkim w swoim zyciu. Tydzien po swoim ostatnim przyjezdzie on napisal jej smsa,ze wychodzi do kolegi. Gdy nie odezwal sie i nie odpisal wiecej do nastepnego dnia ona sie zaniepokoiła. Zaczela dzwonic do niego i pisac, lecz on milczał. Probowała nawet skontaktowac sie z jego kolegami, by chociaz tylko przekonac sie, ze nic sie mu nie stało. Nie przyniosło to efektow. On nie oddzwaniał, nie odpisywał, milczał. Ona czuła, ze to koniec, chociaz nie bardzo wiedziała, gdzie popełniła bład. Po tak intensywnym miesiacu nie zastanawiała się co było złe. Brakowało jej jego, ale podniosła głowe i stwierdziła, ze to nic. Nie zdarzyła sie az tak bardzo przyzwyczaić. Mineły 4 miesiace. Ona ułozyła sobie zycie i pewnego dnia dostała maila. On pisał, ze przeprasza, ze zachował sie jak ostatni gnojek, ale... no wlasnie jest ale. To go przerosło, z nikim tyle nie rozmawial, z nikomu tyle o sobie w tak krotkim czasie nie opowiedzial, wydawało mu sie to nierzeczywiste, wiec postanowil skonczyc to poki jeszcze czas, a oprocz tego poznal inna dziewczyne.... Ona mu wybaczyla, odpisala, przeprosiny przyjeła. Od tamtej pory mineły lata, a on co jakis czas do niej pisze, lub ona do niego, sa przyjaciolmi, bo on zrozumiał a ona chce miec wie ze moze mu znow zaufac....
Pomogła: 7 razy Wiek: 18 Dołączyła: 09 Maj 2006 Posty: 1797 Skąd: Ząbki
Wysłany: 2010-07-30, 00:13
Wiesz... ciężko odpowiedzieć na twoje pytanie...
Właściwie ja bym tu nie szukała miłości. Pokrewne dusze, przyjaciele. Ale... to chyba jednak nie miłość...
Natomiast wiesz, ile ja bym dała za takie "zakończenie" (jak w "Krótkiej" opowieści) historii mojej kumpeli...? Jednak wiem że ona by takiego zakończenia nie chciała. Nie umiałaby go znieść. Wiem że jeśli teraz by się odezwał to by dostał po mordzie i to zdrowo. A i przyjaźnić by się z nim nie umiała. Przynajmniej z tego co wiem...
_________________ Trzeba żyć a, nie tyko istnieć!
Inne -> Harcerstwo-Zapraszam
Pomógł: 3 razy Wiek: 33 Dołączył: 21 Lis 2008 Posty: 155 Skąd: Słoneczne Południe
Wysłany: 2010-08-02, 23:21
Pozwolicie, że nic nie napiszę i nie wezmę udziału w tej dyskusji? Ładnie to wszystko napisane i ładnie się czyta te historie, to może po prostu zamknę dziób i poczytam sobie, jak będziecie opowiadać, hmm?
Dzięki i możecie kontynuować [dalej], jakby co! ;P A może coś wymyślę z czasem od siebie, to na pewno nie omieszkam napisać (czyli włączyć się do rozmowy, jakby co).
Pozdrawiam.
Smaku
Ona- wielbicielka muzyki poważnej, pozytywnie zakręcona osoba, wiecznie uśmiechnięta. On- ulubiony kolor to czarny, spodnie najlepiej,żeby były moro, nie przepada za tańcem, z natury nieśmiały.
Ona- ścięła swoje ciemne włosy na krótką fryzurkę, z myślą, że tak będzie jej bardziej wygodniej i do twarzy. Ma zielone oczy, jest dość wysoka, nie narzeka wcale na to.
On- długo zapuszczał swoje blond włosy. Od jakiegoś czasu nosi jednak znów jeżyka. Jego niebieskie oczy wspaniale komponują się z jasną cerą.
Spotkali się całkiem przypadkiem, jak to w życiu bywa. Często znajomi mogą być wspaniała "kopalnia" innych, nowych, wspólnych znajomych. W ich przypadku właśnie tak było. Koleżanka zabrała Ją pewnego dnia na jakąś imprezę studencką. Ona bawiła się wtedy świetnie, tańczyła, skakała i nabywała znajomych. Tam poznała Jego. Siedział cały wieczór za stołem. Co jakiś czas zapalał papierosa i rozmawiał ze znajomymi. Z Nią też rozmawiał. Kiedy patrzyła na Niego zastanawiała się o czym myśli. Jego twarz była nieodgadnięta, jakby obca, ale też bardzo miła i sympatyczna. To Ją właśnie w Nim ujęło. Ludzie Go bardzo lubili. Nie wiedziała o tym, że i On się jej przez cały wieczór przyglądał. Widział, że była szalenie naturalna i ładna. Imponowała mu jej spontaniczność. Pod koniec wieczoru wiedział, że chce się z nią spotykać. Ale jak to zrobić? Minęło kilka tygodni, podczas których spotkali się jeszcze kilka razy. Nie rozmawiali specjalnie więcej niż poprzednio. On postanowił powiedzieć Jej o swoich uczuciach. Była szczęśliwa, że ktoś się Nią zainteresował w taki sposób.
Od tej rozmowy spotykają się średnio co dwa tygodnie. On mieszka kilkaset kilometrów od Niej. Kiedy przyjeżdża do Jej miasta chodzą na spacery, rozmawiają. Ona gdy idzie koło Niego czuje się bezpieczna, bo On jest wysoki,postawny i silny. Ale czy nie wyglądają razem dziwnie? Przecież różnią się prawie pod każdym względem. I praktycznie się nie znają.On za kilka tygodni będzie jeździł do Jej miasta na studia zaoczne. Wtedy nadal będą widywać się co dwa tygodnie.
Jak pogodzić odległość z rodzącym się uczuciem ? Jak przezwyciężyć i pokonać bariery dzielące ich światy ?? Czy ciągnięcie tego ma dalej sens, jeśli tak to jak ??
To pytania do was, drodzy forumowicze ! Co myślicie o tej historii??
Pomogła: 7 razy Wiek: 18 Dołączyła: 09 Maj 2006 Posty: 1797 Skąd: Ząbki
Wysłany: 2010-08-17, 01:11
Zacznę od końca.
Kiedy czytałam tę historię pomyślałam, wydaje mi się że siłą rzeczy, o historii mojej kumpeli. I pomyślałam zaraz że pięknie by było gdyby tak wyglądała.
Ale gdy doszłam już do końca historii pomyślałam "dobra, ale po co właściwie została przytoczona?". No bo jeśli radzą sobie z odległością i "różnicą światów" to po co stawiać takie pytania? Po co tworzyć sztuczne bariery i problemy tam gdzie ich nie ma? Myślę że będzie je można stawiać kiedy pojawią się takie problemy.
_________________ Trzeba żyć a, nie tyko istnieć!
Inne -> Harcerstwo-Zapraszam
Przytoczona została, wymyślona właściwie, trochę podobna do Twojej historii, bo tu rozmawiamy o uczuciach dwójki ludzi
Napisałas, ze skoro radzą sobie z odległościa, to po co stawiać pytania. A jeśli jedno z nich albo i oboje zaczynają sie nad tą odległościa zastanawiać? Jeśli zaczyna im ona coraz bardziej przeszkadzać? I jeśli on wciąż np zachowuje sie dość tajemniczo i skryto, a ona nie potrafi go o to zapytać, porozmawiać o nich?
Pomogła: 7 razy Wiek: 18 Dołączyła: 09 Maj 2006 Posty: 1797 Skąd: Ząbki
Wysłany: 2010-08-17, 22:18
Mhm, czyli historia jest fikcyjna... Nie ma to żadnego znaczenia, ale dobrze wiedzieć.
A cóż ja mogę powiedzieć w tej sytuacji. Nie mam doświadczenia, więc radzić nie mogę, ale moim zdaniem w każdej chwili, nieporozumieniu, problemie rozmowa jest bezcenna.
Ale moim zdaniem schodzimy powoli z tematu.
_________________ Trzeba żyć a, nie tyko istnieć!
Inne -> Harcerstwo-Zapraszam
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum